Gelidus powiernikiem tego, czego nie mogę napisać nigdzie indziej. Znów.
6238 godzin, 48 minut i 12 sekund później znów ujrzałam kometę
krótki, ale nader treściwy Postanowiłam spełnić tę drzemiącą we mnie potrzebę wylania myśli na ‘papier’. Teraz, skoro mam już pewność , że nie przeczyta tego nikt niepowołany, jest najlepsza pora… Człowieka najbardziej uczą doświadczenia – niestety te złe. Dojrzewamy wówczas nader szybko. Tak też było w moim przypadku. Chociaż ciągle nazywam siebie głupią gęsią, która nie zna jeszcze życia, mogę powiedzieć, że wydarzenia ostatnich dni, tygodni, miesięcy sprawiły, że dorosłam. Dojrzałam. Przejrzałam? I nie chodzi tu wcale o oczy. Myślę, że teraz niczym romantyczni wieszcze widzę więcej [bo w to, że zawsze mocniej czułam nigdy nie wątpiłam] Najgorzej jest zacząć prawdziwy tok opowiadania, zawsze byłam mistrzynią wstępów – przydługich, których zadaniem było zamydlenie oczu czytelnikowi, zbicie go z tropu… Żal mi tylko gelidusa… Przeżyłam z nim niemal całe studia a teraz, przyszło mi się z nim rozstać… Zauważyłam, że zawsze podczas sesji dzieje się coś niedobrego. Do tej pory dostrzegałam tylko to, że okres ten wpływa na mnie pro remontowo, pro sprzątaniowo:) semestr pierwszy: strata w dosłownym tego słowa znaczeniu, ta najgorsza z możliwych… Jak to możliwe? Filozofia powiedziała Boecjuszowi, że nie mamy tak naprawdę nic. Rodzimy się z niczym, a wszystko co uważamy za swoje, przecież i tak od kogoś dostaliśmy. Rodzimy się z niczym i z niczym odchodzimy. W ciągu ostatnich dni straciłam więc gelidusa, B, szansę, swoje pozytywne nastawienie… Kiedyś na pewno wszystko to spróbuję odzyskać. Teraz brakuje mi na to siły.
***
Kilka dni temu miała miejsce śmieszna i infantylna przygoda z krzesłem. US to miejsce gdzie różne rzeczy się dzieją, gdzie ludzie okazują w czasie sesji swoje prawdziwe oblicze. Czyż nie tak właśnie musiało być i tym razem? Wspomniałam o zaistniałym zdarzeniu na blogu, na gelidusie właśnie. I rozpętałam piekło… Dziewczyna, której sprawa dotyczyła, poczuła się chyba strasznie urażona tym, że piszę o niej i postanowiła zachować się ‘jak na wiek i inteligencję przystało’. Mimo, że mój blog był dostępny tylko kilku osobom [w tym jej] , mimo, że wiedziała że nie chcę go rozpowszechniać, podała link do niego wielu osobom z naszej grupy prosząc [o zgrozo!] o wstawiennictwo w swojej sprawie.
Nie, nie chcę już roztrząsać sprawy z miejscem, z opisywaniem tego, nagabywaniem ludzi etc. Uderzając w stół [pisząc na stronie] nie sądziłam, że nożyce rzeczywiście się odezwą. Jednak prawda w oczy kole…
Niedługo wpisując w wyszukiwarkę ten dobrze znany mi adres, zobaczę komunikat
„Blog o podanym adresie nie istnieje”
Żal ogromny. Lata pisania, garnek wylanych przy tym łez, ładnych kilka stron…
***
Patrząc z perspektywy 3 lat studiowania widzę jednak, że jest jeszcze jeden czynnik łączący wszystkie 6 sesji: strata.
drugi: perspektywa wyjazdu Em…
trzeci: utrata nadziei , S. , koniec KEA
czwarty: stancja i [a może przede wszystkim] utrata zaufania… przyjaźni
[nie wszystkie dało się potem odbudować]
piąty: sew…
szósty: … tracę bezpowrotnie to, czego nie miałam, B, zaufanie, siebie tracę…
No właśnie… Nie jestem i nigdy nie byłam tak silna, jakby się mogło wydawać. To,że nie płaczę już po kątach jak w gimnazjum, że nie okazuję bólu, strachu, tego jak tęsknię, nie znaczy że tak nie jest.
Błędem było to, co uczyniłam rok temu: postarałam się o to, aby zamknąć przed światem moje ja, prawdziwe emocje. Udało się. Sukcesywnie wprowadzałam do swojego świata nowe osoby. B, S, E… Teraz nie ma już S – być może to moja wina…
B emigruje do stolicy… E też jakaś daleka.
Brak towarzyszy mi więc wytrwale. Nie mogę powiedzieć że jestem całkiem sama: on jest…. Chociaż lepiej by było, gdyby wreszcie stąd zniknął.
G. dziś dobija się do mnie i telefonicznie i na gg...