wystarczy jedna chwila 2011-04-07 00:18:12

i nie rozumiem już nic

skomentuj (0)

gelidus 2011-03-23 03:01:59

Gelidus powiernikiem tego, czego nie mogę napisać nigdzie indziej. Znów. 

Kocham. Chociaż po raz kolejny miłość boli. Efekt fali uderzeniowej... Em miała rację. Ostatnio zamydlałam sobie oczy czymś innym. Tata Piter mówi, że to nie miłość , a chore kilkuletnie przywiązanie. Możliwe. Ale to najsilniejsze uczucie , jakie kiedykowiek czułam i czuć będę. Nie znam Cię? Może masz rację. Chcę poznać. Widocznie 4 lata to za mało, żebyś odkrył przede mną samego siebie. 
I chociaż myślisz, że jest inaczejj, ja naprawdę nie postrzegam Cię tak jak inni. I już na zawsze pozostaniesz tu, gdzieś przy mnie. Chociaż .. Chociażbyś był bardzo daleko. 
Znów błądzę. To nieważne. To się nie liczy. Kiedy jesteś.
Przepraszam za miłość.

skomentuj (0)

czas komety po kilku miesiącach... 2011-02-19 21:27:59

6238 godzin, 48 minut i 12 sekund później znów ujrzałam kometę


burzliwy! przewrotny to był czas.
Ale decyzje są coraz bliżej. 
W. 
Trzeba żyć. 
Trzeba odpowiadać za swoje życie. 
Trzeba wreszcie na coś się zdecydować.
Ryzyko zawodowe - utonę albo wypłynę na powierzchnię bez wody w płucach. 

skomentuj (0)

czas komety 2010-06-04 22:39:47

krótki, ale nader treściwy

Postanowiłam spełnić tę drzemiącą we mnie potrzebę wylania myśli na ‘papier’. Teraz, skoro mam już pewność , że nie przeczyta tego nikt niepowołany, jest najlepsza pora…

Człowieka najbardziej uczą doświadczenia – niestety te złe. Dojrzewamy wówczas nader szybko. Tak też było w moim przypadku. Chociaż ciągle nazywam siebie głupią gęsią, która nie zna jeszcze życia, mogę powiedzieć, że wydarzenia ostatnich dni, tygodni, miesięcy sprawiły, że dorosłam. Dojrzałam. Przejrzałam?

I nie chodzi tu wcale o oczy. Myślę, że teraz niczym romantyczni wieszcze widzę więcej [bo w to, że zawsze mocniej czułam nigdy nie wątpiłam]

Najgorzej jest zacząć prawdziwy tok opowiadania, zawsze byłam mistrzynią wstępów – przydługich, których zadaniem było zamydlenie oczu czytelnikowi, zbicie go z tropu…
***
Kilka dni temu miała miejsce śmieszna i infantylna przygoda z krzesłem. US to miejsce gdzie różne rzeczy się dzieją, gdzie ludzie okazują w czasie sesji swoje prawdziwe oblicze.  Czyż nie tak właśnie musiało być i tym razem? Wspomniałam o zaistniałym zdarzeniu na blogu, na gelidusie właśnie. I rozpętałam piekło… Dziewczyna, której sprawa dotyczyła, poczuła się chyba strasznie urażona tym, że piszę o niej i postanowiła zachować się ‘jak na wiek i inteligencję przystało’. Mimo, że mój blog był dostępny tylko kilku osobom [w tym jej] , mimo, że wiedziała że nie chcę go rozpowszechniać, podała link do niego wielu osobom z naszej grupy prosząc [o zgrozo!] o wstawiennictwo w swojej sprawie.
Nie, nie chcę już roztrząsać sprawy z miejscem, z opisywaniem tego, nagabywaniem ludzi etc. Uderzając w stół [pisząc na stronie] nie sądziłam, że nożyce rzeczywiście się odezwą. Jednak prawda w oczy kole…

Żal mi tylko gelidusa… Przeżyłam z nim niemal całe studia a teraz, przyszło mi się z nim rozstać…
Niedługo wpisując w wyszukiwarkę ten dobrze znany mi adres, zobaczę komunikat
Blog o podanym adresie nie istnieje”
Żal ogromny. Lata pisania, garnek wylanych przy tym łez, ładnych kilka stron…
***

Zauważyłam, że zawsze podczas sesji dzieje się coś niedobrego. Do tej pory dostrzegałam tylko to, że okres ten wpływa na mnie pro remontowo, pro sprzątaniowo:)
Patrząc z perspektywy 3 lat studiowania widzę jednak, że jest jeszcze jeden czynnik łączący wszystkie 6 sesji: strata.

semestr pierwszy: strata w dosłownym tego słowa znaczeniu, ta najgorsza z możliwych…
drugi: perspektywa wyjazdu Em…
trzeci: utrata nadziei , S. , koniec KEA
czwarty: stancja i [a może przede wszystkim] utrata zaufania… przyjaźni
[nie wszystkie dało się potem odbudować]
piąty: sew…
szósty: … tracę bezpowrotnie to, czego nie miałam, B, zaufanie, siebie tracę…

Jak to możliwe? Filozofia powiedziała Boecjuszowi, że nie mamy tak naprawdę nic. Rodzimy się z niczym, a wszystko co uważamy za swoje, przecież i tak od kogoś dostaliśmy. Rodzimy się z niczym i z niczym odchodzimy.

W ciągu ostatnich dni straciłam więc gelidusa, B, szansę, swoje pozytywne nastawienie…

Kiedyś na pewno wszystko to spróbuję odzyskać. Teraz brakuje mi na to siły.
No właśnie… Nie jestem i nigdy nie byłam tak silna, jakby się mogło wydawać. To,że nie płaczę już po kątach jak w gimnazjum, że nie okazuję bólu, strachu, tego jak tęsknię, nie znaczy że tak nie jest.
Błędem było to, co uczyniłam rok temu: postarałam się o to, aby zamknąć przed światem moje ja, prawdziwe emocje. Udało się. Sukcesywnie wprowadzałam do swojego świata nowe osoby. B, S, E… Teraz nie ma już S – być może to moja wina…
B emigruje do stolicy… E też jakaś daleka.
Brak towarzyszy mi więc wytrwale. Nie mogę powiedzieć że jestem całkiem sama: on jest…. Chociaż lepiej by było, gdyby wreszcie stąd zniknął.

skomentuj (0)

wszystko jedno 2010-06-03 23:31:57

G. dziś dobija się do mnie i telefonicznie i na gg...

Nie mogę odebrać. Napisałam dziś do kilku osób sms z informacją o wynikach kolokwium: to wystarczy za mój kontakt ze światem. I tak go za dużo. 
Cały dzień siedziałam w domu. Zrobiłam 3 prania, o mały włos nie zalałam sąsiadów: zapomniałam , że wyjęłam z wanny rurę odprowadzającą wodę i "troszkę" zalałam sobie łazienkę. Na szczęście w porę usłyszałam , że coś nie gra...
KJP zaliczyłam. O dziwo. Więc to już? To już koniec sesji? Teraz został tylko licencjat i obrona? To już koniec studiów? I co dalej...
Nie ma nic. Nie ma nikogo. Po co
G. pyta jak się czuję. 
Nie czuję się wcale. Jest mi dziwnie wszystko jedno. To jaka będzie jutro pogoda, co powie IW w sprawie Grecji, czy zdążę z lic. czy nie.

Może kiedyś, po latach będę wspominać ten okres jako najpiękniejszy w moim życiu. Może, ale szczerze wątpię. Najpiękniejszy czas już chyba minął. 
I nawet nie jest mi tego żal

skomentuj (0)
Księga Gości